4.06.2022

Dzień dziecka inaczej

Dzień dziecka inaczej

Przed 1 czerwca w internecie aż kipi od różnego typu ofert związanych z obchodami Dnia Dziecka. Kup teraz! Twoje dziecko o tym marzy. Nie muszę, chyba, wspominać o tym, że ceny kilka dni wcześniej poszły w górę, żeby tylko skusić nas super, hiper promocją. 

Nasze dzieci mają wszystko, mają też wszystkiego za dużo. Nie wierzysz? Czy Twoje dziecko ma rower, hulajnogę lub innego typy jeździdło? Czy ma zabawkową kuchnie albo warsztat? Nie wspomnę o ilości lalek, figurek zwierząt, czy też aut. 

Ja w sytuacji, kiedy ktoś pyta o prezent dla Wiktorii, nie mam pojęcia co mówić! Ona wszystko ma, dosłownie. 

Dlatego tym razem nie będę namawiać Cię na kupno nowych zabawek. 

Ja ,tym razem,postawiłam na sesje zdjęciową z okazji Dnia Dziecka. Jest to super pamiątka, z resztą widzę też, jak ta moja prawie 4 latka zmienia się każdego roku. 
Młoda uwielbia zdjęcia, także dla niej bycie modelką to też super rozrywka. 

Poza tym wybieramy się również na wycieczkę, świeże powietrze, zwierzęta w mini zoo i inne atrakcję. Czy może być coś lepszego niż wspólnie spędzony czas? 

A jak Wy spędziliście ten dzień czy może obchody dopiero przed Wami? 

6.04.2022

Dlaczego nie urodziłam swojego dziecka

Dlaczego nie urodziłam swojego dziecka
Kobieta jest największym wrogiem kobiety. Potrafi wbić szpilkę w taki sposób,żeby zabolało najmocniej. Nawet tak piękne wydarzenie jak narodziny dziecka,możne zostać skrytykowane przez matkę polkę,która rodziła swoje dzieci w przeciągu 5 sekund. Nie wierzysz, że nawet narodziny dziecka? Po przeczytaniu dzisiejszego wpisu uwierzysz, gwarantuje.

Jestem aktywna na kilku facebookowych grupach. Niektóre z nich,jako ze jestem teraz mama i spodziewałam się wcześniej dziecka, dotyczą własnie sfery parentingu. Już kilka miesięcy temu była niezła afera na jednej z grup. O co chodziło? A o wydobyciny.

Otóż to, matki które nie urodziły swoich dzieci siłami natury, nie powinny obchodzić urodzin dziecka, a wydobyciny. W końcu dziecko zostało wydobyte, poprzez cesarskie ciecie.

Zatem ja, przyznaję się przed wami,ze dnia 26 lipca 2018 została, o godzinie 8.17 wydobyta ze mnie moja córka. Nie byłam w stanie urodzić mojego dziecka, ale czy jestem przez to złą matką?

Trafiłam do szpitala,podejrzenie zatrucia ciążowego. Ciśnienie 16/80,białkomocz ,spuchnięta jak dynia. Postanowili wdrożyć leki na nadciśnienie i obserwowali. W końcu 25 lipca przez moje coraz gorsze samopoczucie,zdecydowano o indukcji porodu. Przez cały dzień chodziłam z cewnikiem Foley'a,nazywanym potocznie balonikiem. Mimo tego co wcześniej słyszałam,nic nie bolało. Czułam tylko lekki dyskomfort. Około 20 usunięto balonik i zostałam podłączona pod ktg. Własnie podczas ktg odeszły mi wody. Byłam podekscytowana,przestraszona i nie wiem co jeszcze. Nie wiedziałam do kogo najpierw zadzwonić, czy od razu biec do dyżurującego lekarza.

Znalazłam się na porodówce. Nic się nie działo. Nic, a nic. Najpierw była przy mnie moja mama,ale około 1 zmienił ją mój Mazurek.
O godzinie 4 podłączono mi kroplówki z oksytocyny. Do godziny 8 było okropnie,jest to najgorsza część mojego porodu. Ból niesamowity. Przy pełnym rozwarciu małej zaczęło uciekać tętno i przestała wchodzić w kanał rodny.

Bardzo szybka decyzja o cesarskim cieciu. Przez ten cały ból i nerwy, nawet nie wiem jakie dokumenty podpisałam.

Sala operacyjna, na której moje ciśnienie wynosiło 180/120.  O 8;17 Wiktoria jest już na świecie. Najpiękniejsza chwila, kiedy przyłożyli ją do mojego policzka. Niestety w szpitalu, w którym rodziłam nie ma szans na kontakt skóra do skóry, po cięciu. Tak naprawdę najdłużej trwało szycie. Małą zabrali, a ja spędziłam 6 godzin ,leżąc na sali pooperacyjnej. Sala ta znajduje się obok tych porodowych, więc efekty dźwiękowe rodzących towarzyszyły mi przez cały czas.

Czy naprawdę,jestem gorsza,po tym wszystkim co przeszłam? Czy naprawdę poród silami natury to ogromny wyczyn'? Cesarskie cięcie to operacja po której długo dochodzi się do siebie. Moim zdaniem nie ma znaczenia,jaką  drogą wyszło nasze wymarzone dziecko. A jakie jest twoje?

Coś jest nie tak z moim dzieckiem

Coś jest nie tak z moim dzieckiem

 Jest pewien temat, który bardzo długo nosiłam w sobie. Nie chciałam, nie potrafiłam i wręcz wstydziłam się mówić o tym przy rodzinie czy znajomych. Znacznie łatwiej było mi rozmawiać z obcymi ludźmi na grupach na facebooku, z rodzicami dzieci, z którymi też coś jest nie tak...

Niestety ,kiedy dziecko rozwija się nieharmonijnie, ma problemy z ogarnięcie emocji od razu dostaję łatkę NIEGRZECZNEGO. Znacie to? Oczywiście, jeśli jest grzeczne to dostaje nagrody, a kiedy tylko w jakiś sposób zachowa się inaczej niż znany i lubiany schemat, wtedy już nikt go nie nagradza.


Dziecko przecież powinno siedzieć przy stole

Nie każde. Nie każde potrafi wysiedzieć przy stole. Niektóre  w trakcie posiłku będą bujać się w fotelu, inne będą musiały przebiec pokój kilka razy.

Dzieci przecież lubią jeździć w aucie.

Może, ale także nie każde. Niektóre odczuwają mega dyskomfort z powodu nagłe zmiany obrazu za oknem, a jeszcze inne będą czuły się źle zapięte w pasy fotelika. 


Żywe srebro

Może  z daleka to tak wygląda, z drugiej strony jednak ktoś kto nie jest rodzicem po godzinie przebywania z takim dzieckiem wysiada i jest zmęczony.


Nie lubię określeń typu takie dziecko, niegrzeczne, coś jest nie tak, chore itp. użyłam ich tutaj specjalnie. Tak określane są dzieci z problemami związanymi z integracją sensoryczną. 


Słyszałam mnóstwo teorii,  że ona potrzebuje dyscypliny, że przecież po niej nie widać. 

Cieszę się, że dla wielu osób problemu nie widać. To znaczy, że robię po prostu zajebistą robotę. Terapeuci, pedagodzy i ja, jako zwykła szara mama, która przebywa ze swoim dzieckiem


Cieszę się, że wreszcie potrafiłam o tym napisać. 

Odpieluchowanie dwulatka

Odpieluchowanie dwulatka
Nauka czystości, czy też nauka załatwiania potrzeb fizjologicznych do nocnika jest jak dla mnie najtrudniejszym etapem w życiu dwuletniego malucha. O ile bałam się odstawienia smoczka oraz butelki, tak tutaj nie wiedziałam jak prawidłowo zacząć.
Przeczytałam naprawdę mnóstwo poradników, brałam udział w bardzo ciekawym webinarze na ten temat i...nadal nie wiedziałam kto ma rację. Jest tak wiele szkół dotyczących nauki korzystania z nocnika, że ja jako matka wręcz zgłupiałam. 

Co więc zrobiłam? Po prostu czekałam na gotowość Wiktorii, zwracałam uwagę na jej potrzeby i przede wszystkim wywierałam na niej presji. Łatwo to powiedzieć czy też napisać. Trochę trudniej jest w praktyce. 
U nas tak naprawdę zaczęło się od tego, że po prostu sama zaczęła komunikować potrzeby, mając założonego pampersa. Troszkę później

 pojawił się protest i niechęć do zakładania pieluszki. Postanowiłam spróbować. 
Przez pierwszy tydzień Wiktoria nosiła sukienki, tak żeby z łatwością mogła skorzystać z nocnika. Zdarzały się wpadki, do tej pory się zdarzają i na pewno jeszcze przez jakiś czas pojawią się pewne trudności. Dwulatek to wciąż maluszek, który nie do końca potrafi panować nad swoją fizjologią, chociaż ma już pewną świadomość, co się z nim dzieje. 

30.03.2022

Spowiedź ciężarnej nastolatki

Spowiedź ciężarnej nastolatki


Ciąża to dla wielu kobiet cudowny czas oczekiwania na upragnione maleństwo. Kompletowanie wyprawki, szykowanie pokoiku i wybór wózka to bardzo ekscytujące momenty. Nie każda przyszła mama od pierwszych chwil ciąży skacze z radości. Są sytuacje trudne i skomplikowane, przez które ta radość nie pojawia się w ciąży wcale.

Takimi osobami są przyszłe nastoletnie matki. To wśród tej grupy ciężarnych odnotowuje się największą ilość przerwanych ciąż w sposób nielegalny. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego te młode osoby, które wkraczają w dorosłość decydują się zrobić coś takiego?
Nie jestem przeciwniczką aborcji. W sytuacjach zagrożenia życia lub jeśli płód ma poważne zaburzenia, każda kobieta powinna mieć wybór. Jeśli jednak aborcja zaczyna być uważana za kolejną formę antykoncepcji, jest to głupota. Jeśli zabieg wykonywany jest w przysłowiowym garażu jest to już skrajna głupota. Każdy dorosły, kobieta i mężczyzna powinni zdawać sobie sprawę z konsekwencji chwilowych przyjemności. Podkreślam, każdy dorosły. Co jeśli jednak w ciążę zachodzi nastoletnia dziewczyna, a ojcem dziecka jest jej rówieśnik? Wtedy wali się świat tej dwójki młodych ludzi, ich rodziców, a czasem nawet i całych rodzin.
Może jesteś przyszłą, nastoletnią mamą i trafiłaś na ten tekst. Może sama zastanawiasz się co teraz masz właściwie zrobić. Sama do niedawna byłaś jeszcze dzieckiem. Nie skończyłaś szkoły, nie masz pracy. Chcę Ci pokazać, że naprawdę możesz stać się wspaniałą mamą! Ciąża w młodym wieku to nie jest koniec świata. Aborcja nie jest rozwiązaniem, a jej skutki mogą towarzyszyć Ci przez całe życie.

Poniższe historię pokażą Ci jak inne nastoletnie mamy przeżywały swoje ciąże i jak ich życie wygląda teraz.

Ania: Pierwszą rzeczą, która zaczęła mnie zastanawiać był brak miesiączki. Zlekceważyłam to. Dopiero w chwili kiedy poczułam dziwne uczucie w brzuchu, postanowiłam wreszcie zrobić test. Pierwszą osobą, która dowiedziała się o mojej ciąży była przyjaciółka. Chłopak dowiedział się później.

Kasia: Miałam wrażenie, że coś jest nie tak i postanowiłam zrobić test ciążowy. Pierwszą osobą, której powiedziałam był mój chłopak.

Magda: Pod koniec grudnia, a dokładnie w Sylwestra czułam, że coś jest nie tak. Brak okresu tłumaczyłam problemami z hormonami (miałam takowe w gimnazjum). Coś mi nie pasowało. Po nowym roku zrobiłam test, był pozytywny. Robiłam go u przyjaciółki w domu i to ona była pierwszą osoba, z którą podzieliłam się nowiną.

Natalia: Mój chłopak wyjechał za granicę tylko na 2 dni, pisałam mu już wtedy ze czuje się źle, było mi nie dobrze, mdliło mnie co chwilę, czułam że coś jest nie tak. W końcu dzień przed Bożym Narodzeniem stwierdziliśmy że zrobię test. Pierwszy oczywiście wiedział chłopak, robiłam test i wyszłam z łazienki by mu go pokazać.

Sylwia: Miesiączka spóźniała mi się bardzo długo. Przeszukałam co może mi dolegać, a wszystkie objawy wskazywały na ciążę lub problemy hormonalne. Mama nigdy w życiu nie zabrałaby mnie do ginekologa. Musiałam zrobić test sama, w szkolnej łazience. 


Ania: Mama miała do mnie żal, że nie powiedziałam jej pierwszej, tata powiedział że jak już jest to się wychowa.  Ojciec dziecka na początku się cieszył, a później niestety nas zostawił. Byłam załamana, że zostałam sama z dzieckiem, bo ojciec dziecka się go wyparł. Z resztą tak jak jego rodzina, zachowywali się jakby mnie nie znali. Kiedy byłam w 7 miesiącu ciąży pojawił się mój obecny partner i powiedział, że on wychowa małą jak swoje dziecko. Bardzo ją pokochał, nawet kiedy była jeszcze w brzuchu.

Kasia: Rodzice bardzo mnie wspierali i zareagowali pozytywnie na wieść o ciąży. W ciąży czułam się dobrze, chociaż cały czas obawiałam się tego, co dalej po urodzeniu dziecka.

Magda: Bardzo się bałam reakcji mojej mamy. Byłam młoda, w styczniu dopiero wyprawialiśmy moja 18-stke. Miałam myśli, że wyrzuci mnie z domu, będzie zła i rozczarowana. O dziwo, przytuliła mnie i powiedziała, że damy sobie jakoś radę, że mam nie płakać i się nie martwić. A ojciec.. odkąd się dowiedział, powiedział że będzie dobrze i mam urodzić. Oboje byliśmy w szoku, bo antykoncepcja nas zawiodła. Początek ciąży był dla mnie tragiczny. Płakałam prawie codziennie, gdy nikt nie widział. Potem już płakałam przy partnerze. Fizycznie czułam się dobrze, za to psychicznie czułam się bardzo źle. Każdy w moim otoczeniu mi gratulował, mówił że super, młode macierzyństwo ma wiele zalet. A ja widziałam tylko zrujnowana przyszłość. Chciałam skończyć szkołę, iść do pracy, w międzyczasie na studia. Pod koniec ciąży bałam się już o Małą. Bałam się, że ona będzie płakać a ja nie będę umiała jej pomóc. Ze wiele rzeczy nie będę w stanie zrobić, by było jej jak najlepiej.

Natalia: Moi rodzice byli załamani, bo co ze szkołą oczywiście. Później mówili, że jak już się stało trzeba jakoś sobie poradzić. Gdy powiedziałam mamie o ciąży, stwierdziłyśmy, że nie dam rady się uczyć w szkole dziennej. Zgodziła się abym zrezygnowała z niej i poszłam do liceum weekendowego w 10 tygodniu ciąży. A ojciec dziecka, wiadomo na początku był w szoku później powiedział że poradzimy sobie i jakoś damy radę no jakoś trzeba żyć dalej. Na początku ciąży były mdłości. Zaczęłam bardzo mocno tyć. Co wizyta ważyłam 4,5 kg więcej. W końcu ostatnie 2,3 miesiące były najgorsze. Nie dawałam rady dźwigać brzucha, puchłam strasznie, najgorzej stopy, ale musiałam się przemęczyć. Termin na końcówkę sierpnia, całe wakacje z brzuchem. A akurat to lato było strasznie gorące, wiatrak w domu chodził 24h na dobę. Do końca ciąży dobiłam 85 kg, dziś ważę 54 kg nie robiłam nic by schudnąć kompletnie nic. 

Sylwia: Ojciec dziecka nie był moim chłopakiem, zbytnio nie przejął się tym, że zaszłam w ciążę. Umywał od tego ręce. Zwierzyłam się mojej wychowawczyni i to ona wezwała jego rodziców do szkoły. Wtedy dopiero dowiedzieli się o moim istnieniu. Moja mama, kiedy jej powiedziałam po prostu wzruszyła ramionami. Nie miałam w niej żadnego wsparcia.


Ania: O aborcji nawet nie pomyślałam, może to dlatego, że od zawsze kochałam dzieci. Kiedy mała się urodziła to już ją pokochałam od razu, pomimo naprawdę ciężkiego porodu. W pierwszych chwilach razem pomagał mi partner i mama Wychowuje małą z obecnym partnerem i mamy teraz wspólne dzieci.

Kasia: Nie rozważałam ani aborcji ani adopcji , zawsze lubiłam dzieci i nie brałam tego nawet pod uwagę. Po urodzeniu czułam ogromne szczęście wszystkie obawy minęły zaraz po zobaczeniu córeczki. Po urodzeniu pomagała mi mama oraz tata. Rówieśnicy się odemnie odsunęli ale mimo to dałam radę skoczyć szkole z pomocą nauczycieli. Nie wychowuje córki razem z jej tatą, ponieważ przerosła do opieka nad dzieckiem.

Magda: Myślałam o aborcji odkąd zobaczyłam dwie kreski na teście. Otwarcie powiedziałam o tym chłopakowi. Rozważałam opcje tabletek poronnych, które mógł mi ktoś załatwić. Nie spodobało mu się to od razu, powiedział że nie ma takiej opcji. Mówił też, że jestem głupia, jeśli myślę o takim czymś. Moja mama powiedziała, że jak chce usunąć, to woli żebym urodziła i ona zajmie się wtedy dzieckiem. Nie było u mnie czegoś takiego jak łzy zaraz po urodzeniu dziecka. Szczęścia. W ogóle, całego tego klimatu jak u większości kobiet. Moja mama płakała, a ja nic. Przytuliłam małą. Jednak nie było tego "czegoś". Dopiero dzień po urodzeniu dotarło do mnie, że to MOJA córka. Moja malutka córeczka. Taka bezbronna, niewinna. Bardzo dużo pomogła mi moja mama. W chwilach mojej słabości, brała malutka do siebie do pokoju (zamieszkaliśmy razem z moim partnerem w nowym mieszkaniu), żebym mogła iść się wykąpać, coś zjeść albo się zdrzemnąć. Partner pomagał mi usypiać malutka, bo to był nie lada wyczyn. Położna pomagała mi w karmieniu piersią, które na początku szło mi tragicznie. W ciąży byłam w 3 klasie technikum, a te "cięższe" miesiące nie chodziłam już do szkoły. Przychodziłam tylko na ważne sprawdziany czy kartkówki. Bardzo przytłaczały mnie spojrzenia innych. Ukrywałam brzuch jak najdłużej się dało. Partner bardzo dużo mi pomaga teraz chociaż ma dwie lewe ręce. Gdyby nie jego wsparcie i "kopniaki w tyłek" w słabszych momentach, załamałabym się kompletnie

Natalia: Nigdy nie rozważałam aborcji.  Po porodzie byłam szczęśliwa. Tylko chłopak pomógł, (wyprowadziłam się z domu jak skończyłam 17 lat.) mieszkałam tylko z nim, wynajmowaliśmy mieszkanie w mieście. Nie miałam styczności z dziećmi całe życie jedynaczka wszystkiego nauczyłam się sama nikt mi nie powiedział jak i co mam robić. W szkole dawałam radę w końcu chodziłam co weekend czasem co drugi, w tym roku w kwietniu skończyłam szkole Wychowuję dziecko razem z narzeczonym, mieszkamy nadal razem, mam dużego zdrowego synka i nikomu więcej bym go nie oddała, mimo tego że nie raz myśli w głowie mam żeby skoczyć gdzieś na jakąś imprezę ale w sercu nie zostawiła bym go nikomu.

Sylwia: Z propozycją aborcji wyszli właściwie rodzice ojca dziecka, dobrze wiedzieli jak wygląda moja sytuacja rodzinna. Pewnie też nie chcieli obarczać syna odpowiedzialnością za dziecko w przyszłości. To oni umówili mnie na zabieg, dali sporą ilość pieniędzy. Na zabieg i na przyszłość dla mnie. Byłam już w drodze do gabinetu, kiedy jednak zaczęłam czuć ogromny strach. Do zabiegu nie doszło, a ja kolejnego dnia w szkole wręczyłam ojcu dziecka pieniądze jego rodziców. On nie miał o niczym pojęcia. Był wściekły, myślał, że po prostu będzie zobowiązany płacić alimenty. Całą ciążę nie miałam od nikogo żadnego wsparcia, czułam się fatalnie. Skończyłam drugą klasę liceum, a kolejnej już nie zaczęłam. Urodziłam wcześniaka. Po urodzeniu się synka, cały mój świat się zmienił. Nagle otrzymałam mnóstwo pomocy od innych ludzi. Nie jestem w związku z ojcem dziecka, mieszkam w Domu Samotnej Matki. Ojciec odwiedza nas i często zabiera małego na spacery.


Historie przedstawione są prawdziwe, a imiona bohaterek zmienione.
Każda  z tych dziewczyn nie miała pojęcia co ją czeka, ale jednak postanowiły dać sobie szansę. Są teraz wspaniałymi mamami dla swoich dzieci, mimo że kompletnie nie były gotowe na macierzyństwo i dorosłe życie.


Jeśli jesteś przyszłą nastoletnią mamą i potrzebujesz wsparcia lub jakiejkolwiek pomocy, możesz skorzystać z poniższych miejsc w sieci.
Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
Internetowy telefon zaufania

27.03.2022

Mam w domu pana i władcę

Mam w domu pana i władcę
Jesteś gotowa na pewną wizualizację? Najlepiej usiądź,bo szykuje się prawdziwa jazda, bez trzymanki. Bardzo możliwe, że akurat ty jesteś taką kobietą. Tym bardziej powinnaś przeczytać ten tekst!

Jeżeli już siedzisz wygodnie wyobraź sobie kobietę, matkę. W jednej ręce trzyma reklamówkę wypchaną zakupami, w drugiej natomiast próbuje wtargać wózek na czwarte piętro. Dodatkowo przy nodze uwieszona jest jej druga pociecha. Przytrzymuje drzwi palcem prawej stopy i wreszcie znajduje się w domu.
Natomiast w domu na kanapie siedzi pan i władca. Kobieta szybko podaje mu obiad pod sam nos, na podwieczorek zimne piwko z lodówki, a wieczorem serwuje mu gorący seks do rana.

Żona, kobieta i matka idealna.

Kolejny nowy dzień, a dokładniej poranek. Trzeba przecież wszystkim podać śniadanie, zaprowadzić starszą pociechę do przedszkola. W między czasie zakupy, obiad, drzemka młodszego. Poza tym pranie, sprzątanie, prasowanie...Co tylko sobie wymarzy ta idealna kobieta.

A on?

Idzie sobie do pracy wyspany, przychodzi do domu, wsuwa podany pod nos obiad, wypija piwko i idzie spać. Idealne życie prawdziwego pana i władcy.

Brzmi znajomo? Czy twoje życie właśnie tak wygląda i każdy dzień przebiega tak samo?
Pamiętaj, że on jest takim samym rodzicem jak ty.

Co by było gdyby...
Wyobraź sobie teraz sytuację. Co by było gdybyś musiała wyjechać, zachorowałabyś? Wiedziałby co i jak? Czy może dom zarósłby brudem, dzieci zaginęły w odmętach prania, a on uciekłby gdzie pieprz rośnie?

Czy to czasem nie ty wyręczasz go ze wszystkiego? Czy to ty myślisz, że przecież on pracuje i jest bardzo zmęczony? Ty też pracujesz. Ty też jesteś zmęczona.
A on jest takim samym rodzicem jak ty, tak samo mieszka w waszym domu. Może tym razem to ty pozwolisz wykazać się jemu?

Posłuchaj. Wychodzisz z domu. Do kosmetyczki, do kina, do koleżanki, posiedzieć na ławce w parku. Nie ważne. Wychodzisz i koniec. Wracasz po kilku godzinach do domu. Co tam zastajesz? Armagedon? Może trochę, Na pewno w ciągu dnia coś zjedli. Zapewne też udało mu się położyć dzieci spać. Jest bałagan? To nic. Jutro też jest dzień, będzie miał czas posprzątać. Możecie też posprzątać RAZEM. Nie jesteś męczennicą. Świat się nie zawali od niewypranych gaci czy nieumytej podłogi.

Dlaczego ojcowie, mężczyźni  nie zajmują się swoimi dziećmi i nie wykonują żadnych prac domowych? Dlatego, że to matki, kobiety uczą ich tego.
Jedna myśli, że po swojemu zrobi lepiej i szybciej. Druga uważa, że chłop biedny musi odpocząć. A trzecia, ona się już nawet boi okruszków na podłodze zostawić.
Copyright © 2016 Tutaj mama! , Blogger